Czytanie boli?

(1)Czytanie boli_Joel BedfordW badaniu przeprowadzonym przez TNS Polska, ponad 60% respondentów przyznało się, że w ubiegłym roku nie miało w ręku książki (poradnika, albumu, czegokolwiek). Gdyby odnieść to do całego kraju, okazuje się, że w naszym państwie żyje od 15 do 20 milionów troglodytów, którzy boją się słowa pisanego.

Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej grupie trzech tysięcy osób. Osobiście mam spory dystans do statystyk, z reguły im nie ufam, ale należy przyznać, że trudno uciekać się do jakichkolwiek prób diagnozowania zjawisk społecznych, badań rynku czy wskaźników popularności, bez kolorowych słupków. Więc o czym jeszcze mówią badania?

Minister zdrowia ostrzega: czytanie rozwija wyobraźnię

Badania informują nas o tym, że 11% respondentów pozostaje pod stałym wpływem książek (przy czym liczba przeczytanych w ostatnim roku przez nich pozycji wynosi siedem lub więcej). Jest to stała wielkość na przestrzeni kilku ostatnich lat, choć warto zauważyć, że w 2004 roku wskaźnik ten, był dwukrotnie wyższy. Należy docenić to, że chociaż mała część naszego społeczeństwa za nic ma ostrzeżenia lekarzy i czyta. Oczywiście grozi to poważnymi komplikacjami społeczno-zdrowotnymi, takimi jak wzrost inteligencji, rozwój wyobraźni, krytyczna postawa, wyrobienie sobie własnego zdania czy poszerzenie wiedzy, ale Ci szaleńcy mają to za nic i namiętnie pochłaniają kolejne książki. Nasuwa się pytanie: dlaczego? I kiedy znajdują na to czas?!

– Najczęściej czytam w tramwaju, autobusie, pociągu, gdy krążę między wydziałami, mieszkaniem i domem. Lubię czytać, bo każda historia czegoś uczy, pozwala rozwinąć wyobraźnię i przenieść się do innego świata – mówi Zuza, studentka pierwszego roku dziennikarstwa.

Lepiej mieć na papierze?

Najbardziej dziwi mnie stosunkowo wąska grupa czytelników książek elektronicznych i słuchaczy audiobooków. Do pierwszego procederu przyznaje się tylko 7% badanych, do drugiego – 6%. Wynikać to może z nowości tego sektora rynku. Nadal nie mamy wielkiej księgarni książek cyfrowych pokroju Amazona (i prawdopodobnie nigdy mieć nie będziemy), ale warto zwrócić uwagę choćby na Legimi. Platforma umożliwia dostęp do 2000 e-booków za cenę miesięcznego abonamentu w wysokości 10 złotych. Jeżeli pomysł się rozwinie, już niedługo będzie to dosyć ciekawa oferta dla czytelników książek na Kindle’u lub innych urządzeniach tego typu, tak bardzo pożądanych przez autora tego tekstu.

Ciężka nauka czytania

To, że tak duża liczba osób w ogóle nie czyta, nie powinno za bardzo dziwić – nawyk czytania nie jest cechą wrodzoną człowieka, to umiejętność nabyta. Gdy się rodzimy, nie mamy zdolności rozpoznawania liter, a tym bardziej składania ich w słowa czy zdania. Tego trzeba się nauczyć. Na szczęście nauka czytania i pisania to proces naturalny w dzisiejszym społeczeństwie, analfabetyzm, rozumiany dosłownie, raczej już nie istnieje. Oczywiście można mieć zastrzeżenia do tego, co ludzie czytają, ale na potrzeby tego tekstu zakładamy, że dobrze, że w ogóle to robią.

Czytania książek trzeba się nauczyć. W szkole tego jednak nie robią. Wprost przeciwnie – czynią wiele, aby do książek zniechęcić, bo kogo jeszcze dzisiaj obchodzą losy Stasia i Nel? Czy nie lepiej byłoby poświęcić więcej czasu na „Hobbita”, który cieszy się naprawdę dużą popularnością? A co ze współczesnymi opowiadaniami? Czy w dzisiejszych czasach nie pisze się już dobrych książek?

Aby dziecko chętnie czytało, potrzebny jest mu przykład. Jakaś światła dorosła osoba powinna go do tego przekonać, a może nawet umiejętnie przekupić. Najlepiej, jeżeli dorosły sam czyta – daje wtedy doskonały przykład. A czytanie jest zbawienne. Pomaga młodym umysłom rozwijać się szybciej i zawstydzać szkolnych kolegów i koleżanki w pierwszych latach edukacji.

Jak z tego zadania wywiązują się dorośli? Doskonale – przecież quad to zdecydowanie lepszy prezent niż książka, która po przeczytaniu, nadaje się już tylko do wyrzucenia. Po co to komu? Rodzicie najczęściej są zbyt zabiegani, aby przejmować się tym, czy dziecku należy coś przeczytać albo opowiedzieć. Przecież posadzenie malucha przed komputerem jest prostsze i nie wymaga zaangażowania, zwłaszcza, że nie każde dziecko pożąda czytania tak, jak to robił Marcin, twórca bloga o nazwie „Skulturowienie” oraz studnet:

- W mojej rodzinie czytanie jest na porządku dziennym. Od kiedy pamiętam rodzice lub niczego niespodziewające się osoby, znajdujące się zbyt blisko mojego pokoju, były maltretowane o przeczytanie „jeszcze jednej bajeczki”. Pamiętam, jaki potrafiłem być rozczarowany, gdy nikt nie miał na to czytanie czasu.

Są nagie biusty, jest czytanie!

Po dzieciństwie właściwym przychodzi czas szkoły – wtedy czytać udaje się tylko tym, którzy zignorują szkolne lektury, albo (jakimś cudem) znajdą w nich sens. Nie ukrywam, że najlepszą książką, jaką przeczytałem, była lektura z liceum ­– „Mistrz i Małgorzata” – ale wiele jest takich pozycji, na które warto jedynie spuścić zasłonę milczenia. A przecież w innych krajach czytanie kojarzy się jak najlepiej. W Brazylii na przykład, dzięki czytaniu można było skrócić sobie karę w federalnym więzieniu nawet o 48 dób – każda przeczytana i zreferowana lektura to cztery dni odsiadki mniej. W Nowym Jorku z kolei, czytelnictwo może kojarzyć się pozytywnie, za sprawą… nagich kobiet w centrum miasta! Miejscowe prawo zawiera lukę, która umożliwia wylegiwanie się topless na miejskich skwerach. Wykorzystała to grupa niewiast, która zaczęła promować czytelnictwo pod hasłem: „Make reading sexy” (zdjęcia do obejrzenia w sieci!).

Optymizmem napawa mnie widok salonów sieci Empik. Po sklepie cały czas ktoś się krząta, bez przerwy widać kolejki. Chcę wierzyć w to, że statystyki nie do końca oddają obraz rzeczywistej sytuacji, i że lepiej obrazują ją tłumy w Empiku czy takie wydarzenia jak tegoroczny Pyrkon, na którym pojawiło się 13 tysięcy osób. Umiejętność czytania, pisania i mówienia to chyba najwspanialsze osiągnięcia naszej cywilizacji. Głupio byłoby je teraz tak po prostu stracić.

Zdjęcie Joel Bedford. Artykuł napisałem dla Bardzo Uniwersyteckiego Czasopisma UAM.

podpisTomek